Jak zaakceptować swój wygląd?

Jak zaakceptować swój wygląd?

Posłużyłam się tytułem wpisu jednej z polskich blogerek, którą znam, cenię za konsekwencję w działaniu i obserwowałam z ciekawością (specjalnie użyłam czasu przeszłego) . Otóż spłodziła ona kolejny już tekst dotyczący wyglądu i … no właśnie … zainspirowała mnie do tego, żeby się odezwać, ponieważ wygląd jakby nie było to mój konik. 🙂 Napisała ona, że akceptacja wyglądu to nic trudnego, ona to uczyniła nie słuchając innych, ponieważ bzdury mówią (chodzi o wszystkich stylistów z którymi miała do czynienia), robiąc tym samym z siebie eksperta od wizerunku, tylko tego level wyżej niż wszyscy moi koledzy po fachu :-). Poczułam, że powinnam napisać kilka słów, bo temat nie jest taki błahy jak został przedstawiony w jej wpisie, a ów Panią w dalszej części nazwałam INSPIRACJĄ.

Jak zaakceptować swój wygląd?

Wg mej Inspiracji bardzo prosto, należy mieć „wywalone” na to, co o tobie myślą (dodam, że Pani z wykształcenia i zawodu jest Prawnikiem). Należy wziąć przykład z niej, bo ona postawiła na minimalizm, bojkotuje wszystkie zasady dotyczące stylizacji, ale mimo wszystko pokazuje jak to ona świetnie wygląda i umie skomponować look biznesowy z mikro szafy… Osobiście czytając to usłyszałam głos jednostki, która jest szczupła z zasady (niektóre typy tak mają, jedzą i nic – kalorie dziwnie w ich organizmach się ulatniają), nie za wysoka, nie za niska, jak się pomaluje to wygląda ładnie, jak się nie pomaluje to naturalnie. Ma duże niebieskie oczy, kości policzkowe po mamusi lub tatusiu, brak dzieci więc i biust na miejscu, brzuch też elastyczny bez rozstępów i wiszącej skóry, buzia wypoczęta – co tu narzekać? I aktualnie jest Guru od tego, aby innym mówić o tym, żeby mieli w dupie jak wyglądają i cytuję ” jak masz krótką szyję i lubisz golfy, które podobno optycznie ją skracają to je noś!!!” . Do meritum..

Akceptacja wyglądu „aktualnego”, jeżeli go nie lubimy jest to bardzo trudnym i długim procesem. Wiem to z doświadczenia i z nauk których odbyłam wiele żeby być mądrzejszą i móc doradzać innym. Każdy z Nas jest inny, czego innego pragniemy, inaczej siebie odbieramy, pragniemy, tęsknimy za czymś, a wpływ informacji nt. jak wyglądać, nie wyglądać, jak inni wyglądają bardzo zakłóca widzenie samego siebie. Pani Inspiracja, pokazuje na swoim blogu jak wygląda jej szafa, fotografuje się w stylizacjach tym samym mówiąc: Patrz na mnie, Ja siebie akceptuję Ty tez możesz… Tylko ona dziś 22.09.2019 r absolutnie siebie kocha w tym wydaniu w którym jest i nie ma pragnień aby cokolwiek zmienić. Nie tęskni za tym jak wyglądała kiedyś, może za 5 lat będzie w innej sytuacji.. Jej „dziś w wyglądzie” jest na bardzo wysokim poziome akceptacji, może się tym dzielić z otoczeniem, ale nie etyczne jest mówienie, że to takie proste. Bo nie jest..

W latach 80 XX wieku dr psychologii Higgins opracował teorię przekonań nt. własnej osoby i wyróżnił dwie perspektywy, którymi kierujemy się postrzegając siebie:

WŁASNĄ i INNYCH

Perspektywy te podzielił jeszcze bardzie skrupulatnie na:

JA REALNE, JA IDEALNE, JA POWINNOŚCIOWE

Na każdym z tych poziomów możemy prowadzić działania terapeutyczne, dopowiem, że różnica między JA REALNYM (czyli tym jak dziś siebie postrzegamy), a JA POWINNOŚCIOWYM ( czyli tym jak powinnam wyglądać, bo tak inni chcą, oczekują, kreują) często skutkuje depresją, a omawiane w kuluarach Panie, które mają usta mocno powiększone są chodzącymi przykładami tej odmiany choroby, bo to jest choroba XXI wieku, a nie postęp medycyny estetycznej.

Z akceptacją siebie nie mają większego problemu osoby wychowujące się w wysokim poczuciu wartości, których nie poharatało dzieciństwo i społeczeństwo np.: podczas szkolnych przepychanek, bo (to jest jedyna kwestia z jaką się zgadzam z moją bohaterką). Wszystkie nasze bóle związane z m.in. wyglądem wywodzą się z przekonań, które zostały nam wprojektowane lub na etapie jakiś mało sympatycznych doświadczeń nabyte.

Żeby zaakceptować w pełni to jak wyglądamy potrzebujemy skonfrontować się z naszymi przekonaniami, wydłubać je z wnętrza, zaprzyjaźnić się przez chwilę z nimi i przekodować. Jak już siebie „zaakceptujesz”, to wtedy dopiero możemy mówić o tym jak chcesz, aby wyglądał Twój styl, jak chcesz prezentować się światu. Poprzez noszenie ubrań pokazujemy się światu na własnych zasadach. Możemy nasze zasady dopasować do zasad sytuacyjnych, ale wciąż zachowując w tym ubiorze siebie. Inaczej będziemy nie autentyczni.

Wg mojej księgi etyki zawodowej ingerowanie i narzucanie mojej wizji wizerunku (moja Inspiracja również o tym napisała w swoim wpisie) nie jest dla mnie wyzwaniem. W moim zawodzie liczy się umiejętność dopasowania się do oczekiwań korzystając z całej wiedzy jaką posiadam z dziedziny stylizacji i wizerunku.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia bo nie masz już ochoty wracając do przeszłości, a trudno odnaleźć Ci się w temacie ubioru, to skorzystaj z eksperckiej wiedzy, tak jak korzystasz z eksperckiej wiedzy prawniczej, dentystycznej, fryzjerskiej. Po to się uczymy, szkolimy, aby być jak najlepszymi specjalistami w naszej dziedzinie.

Jak zaakceptować swój wygląd?

MAŁYMI KROCZKAMI

Bo każdy z nas jest piękny, inny i to jest w tym wszystkim naj.

Pozdrawiam moją Inspirację, życzę Ci abyś wszystko czym dzielisz się na swoim bardzo poczytnym blogu miało eksperckie odniesienie, za to nas ludzie szanują, że dzielimy się tym co umiemy najlepiej. Nie można być ekspertem od wszystkiego, ale można być wybitnym ekspertem od jednego.

Iwona